środa, 10 grudnia 2008

to i owo

ostatnio troche sie dzieje. miłam nadzieje, że w szkole będą luzy, ale sie przeliczyłam.


p.o. ja w tle nasz wpspaniały pan znany jako "pan ułomek"


wileka wyprawa do karolniki. Jezus Aisza i ja.
był piękny słoneczny dzień, bardzo podobny do dzisejszego. w szkole 4 lekcje więc postanowiłyśmy pojechać coś zjeść.


Aisza namietnie odrabia lekcje z polskiego w oczekiwaniu autobusu numer 5.

po dotarciu na miejsce ( jechałyśmy w ścisku, który zawsze jest w autobusie nr 5 ) postnowiłyśmy pójść coś zjeść. zagrałyśmy w simsamsum, żeby zdecydować gdzie pójdziemy. wygrało KFC, ale poszłyśmy do MC
po tym jka ujżałyśmy super prezenty w zestawach happy meal postanowiłyśmy je zakupić. i tak ja i Jezus zostałyśmy właścicielkami tomaguczi pixel chic. a Aiszka wybrała rure z laserowym spojrzeniem.


przed powortem kupiłyśmy sobie kole, która po dodaniu pewnej substancji przemieniła się w magiczna cole. i tak kiedy dotarłyśmy na hallera poszłyśmy do szkoły. wypiłyśmy colo wznosząc toasty za 1 które miałyśmy za chwile otrzymać na języku polskim. po opróżnieniu butelki miałyśmy dobry humor, który popsuł sie gdy zadzwonił dwonek na lekcje...






szpan naszymi super gadżetami.

no czas szybko leci zostało kilka dni szkoły i jeszcez kilka spr i innych pierdół.
przez weekend będę musiała obejść się bez kompjutera.
i pożegnać się z Teodorem, z którym jest coraz gorzej. nie wiem nawet czy przetrwa ten dzień.
przez ostatnie dni był gnębiony przez mego psa. wydaje mi sie, że Fajdżel coś wyczuwał.
zrobi się troche pusto w pokoju, a mama zapowiedziała, że nie dostaniemy już innego zwerzaczka...
w sumie nic już nie bedzie takie jak Teodor...
tym niezbyt miłeym akcentem kończe mą notke.

Brak komentarzy: